ziemny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2006

no i wylądowaliśmy w Sandomierzu. śliczne miasto z dużą i kolorową starówką. 4 stare ogromne kościoły w jej obrębie, wróble ćwierkająco splątane w gałązki krzaków (dziadek mówi, że wróble to mądre ptaki, bo mieszkają tylko tam, gdzie czysto – czyli Sandomierz jest czysty :).

i co – apartament przez nas zamieszkiwany ma 2 piętra, udrapowane lekko lśniące złotem zasłony i białe, zwiewne firany, powiązane wstążką na dole.. tu jest super :D mamy tu również łoże małżeńskie ;) z przykryciem w barwne kwiaty, podszywanym a’la jedwab na różowo. w sypialni (na piętrze) wiszą 3 obrazy (obecnie 2 bo 1 zdjęłam z, że tak powiem, przesytu)) o treści romantycznej miłości erotycznej. na przykład: scena miłosna w lesie jasnym od mistycznego światła ;), ona pochyla się nad nim (ma podciągniętą białą półprzezroczystą sukienkę i widać jej nagie udo), on ma nagą klatę, ich twarze zbliżają się do pocałunku. obok niewinnie leży kapelusz z różowiutką wstążką i koszyczek wiklinowy, jakie zwykle stosuje się przy wyprawach piknikowych. jest dość oczywiste, że obraz przedstawia przygotowanie się do miłości w pozycji ‚na jeźdźca’. kontynuując wątek.. w miniwieży stojącej przy łóżku odkryliśmy płytę zatytułowaną „Erotic Songs” (koloru.. różowego ;D). widok z okien mamy następujący. z jednej strony wyglądać można na ulicę Krępiarki i sąsiednie domostwo. z drugiej strony można oglądać sad jabłonek i park na wzgórzach. z trzeciej strony widok rozciąga się na dalszy ciąg sadu, duży gotycki kościół i perspektywę starówki. jest ślicznie.

na dolnym piętrze naszego apartamentu znajduje się barek ;D, zawsze gotowy do użycia czajnik elektryczny i telewizor (fu!).

no dobrze.. ale jak my się tu znaleźliśmy?? Maciek opowie: 27 grudnia, po 7 godziniach szukania kwatery we wszystkich możliwych miejscach Polski, jedynie znaleźliśmy apartament w Sandomierzu. niewiadomą było, jak on wygląda. kot w worku na sylwestra ;)

życzę Wam drodzy, wszystkiego dobrego, jak zwykle :). dużo miłości! macham z Sandomierza i do poczytania za rok ;)

aforyzm

4 komentarzy

nie wszystko w życiu się robi swoimi rękoma

Syrena nakłoniła mnie, by to zdanie zawiesić na blogu jako aforyzm. ja wiem, że aforyzmy się ześlizgują szybko ze świadomości tak szybko jak się wślizgnęły, a najważnieszy jest proces tworzenia własnych aforyzmów, bo one wyłaniają się z głębokiego doświadczenia i zaangażowania. najważniejszy – ale do czego? najważniejszy do przemiany, tej, która ugruntowuje człowieka w przepływie życia, i tej, która burzy lęki, mary. jednym zdaniem, najważniejsze, bo stawia na ziemi tak jak się na niej stoi.

narobiło się! :D już na serio..

wydajemy z Maćkiem książkę z Jego mailami oraz moim blogiem, pisanymi w czasie naszego pobytu w Indiach w sierpniu i wrześniu. w środku zamieścimy najlepsze zdjęcia.

książkę chętnie rozpropagujemy – jeśli możesz pomóc, to pomóż nam! :)
szukamy możliwości wprowadzenia książki do księgarń (analogowych i internetowych), głównie o tematyce turystycznej/podróżniczej, ale nie tylko.

korekta tekstów została już praktycznie przeprowadzona przez Syrenę, co napewno zrobiło całemu tekstowi dobrze. ;)

to, nad czym obecnie pracujemy, to tytuł. nie możemy się zdecydować i dlatego chętnie przyjmiemy propozycje – jeśli takowe się Wam zrodziły w głowach!
jeśli okaże się, że Twoje hasło na okładkę zostanie tam umieszczone, to masz u nas egzemplarz w prezencie ;) i duużo wdzięczności.

zapraszam do pisania pomysłów w komentarzach. na razie Maćka pomysłem są Kolory intensywności. Nasza podróż po Indiach.

samo wydanie przewidujemy na wiosnę, mamy już wydawcę. fajnie! :D

:)
no! to posadziłam rzeżuchę w ramach akcji hodowania ziół. pachnie rzeżuchowato i wyleguje się na mokrej wacie. szukając w internecie informacji na temat tej roślinki, dowiedziałam się, że inna jej odmiana rzeżucha łąkowa jest ślicznym kwiatkiem – w dodatku pochodzącym z rodziny kapustowatych!!

i co się dowiedziałam z pewnego forum:

Nie występuje już w stanie naturalnym, ale można ją łatwo hodować w domu wysiewając nasiona na doniczkę lub wilgotną ligninę
-niepozorna rzeżucha zawiera tyle witaminy C co cytryna, ma sporo witamin E, B, PP, dużo soli mineralnych, żelazo, magnez, chrom, wapńi bardzo dużo siarki i łatwo przyswajalny jod
-pomaga w stanach wyczerpania usuwa z organizmu toksyny. Obniża poziom cukru we krwi, wspomaga pracę trzustki, poprawia trawienie, zapobiega otyłości.

znalazłam też przepis na masło ziołowe, prościzna czyli bierzesz masło i suche/ususzone zioła i mieszasz :) do tego dobry jest utarty czosnek i trochę soli.. ale się zapowiada pachnąca zima!

macie jakieś dobre zimowe przepisy?

odcienie omszałych drzew w jesiennym wilgotnym powietrzu, podświetlane przez poranne Słońce

„zwilż koniuszki palców” napisane na murze sklepu osiedlowego w Aninie

zatrzymanie się w środku pachnącego butwiejącymi liśćmi lasu, by posłuchać ptaków

uśmiechnięci dziadkowie idący za rękę

muszka owocówka tańcująca wokół doniczki z kwiatem

dżem z bananów otrzymany nieoczekiwanie od ukochanego

impuls, tuż po otwarciu oczu po nocy, by wyjść na rower

wysokie chmury za oknem

..jest wtedy bardziej Bondowy, Jamesowy Bondowy. i wiadomo, że wstrząsa, a nie miesza. coś im się z tą rozwianą muszką pomieszało znaczy. bojkotuję!

mama moja kupiła sobie jakiś czas temu płaszcz w ciucholandzie. ciepły, podszywany wełną. beżowy, długi, zapinany na 2 rzędy guzików. oglądając go w zachwycie w domu, zauważyła 2 plamy na materiale, toteż zdecydowała się oddać płaszcz do profesjonalnej pralni, by mieć gwarancję, że się spiorą.
udała się z rana do pralni w naszym Międzylesiu, wskazując z uczuleniem na plamy jako główny problem do zlikwidowania. pani za ladą przytaknęła.
mama moja zgłosiła się po płaszcz we wskazanym dniu. zapłaciwszy, chwyciła płaszcz i podwinęła pachnącą chemią folijkę, odkrywając dwie niesprane plamy. jak były – tak zostały! zaraz zarządziła reklamację usługi.

nastał dzień powtórnego odbioru płaszcza. chcąc pozbyć się plam na beżowym materiale, nie przypuszczała, że pralnia wzięła sobie jej życzenie mocno do serca i.. wycięła jedną plamę, po której pozostała pusta dziura, drugą zaś plamę w popłochu pozoztawiwszy na swoim starym miejscu!

po tym niecodziennym odkryciu, nastąpiła taka oto rozmowa z panią za ladą:
bo wie pani, oni takich mocnych proszków tam używają. jakby użyli mocniejszych, to by może kolor zmieniło i się wybieliło..
proszę pani, jedyne co ja tu widzę, to plamę i dziurę.

bez komentarza ;D

TUTAJ przeczytasz o akcji proekologicznej „Pociąg dla Rospudy”. Dolinie Rospudy – jednej z najcenniejszych pereł przyrody naszego kraju, chronionej w ramach unijnego systemu Natura 2000, grozi zagłada.
8cpo39rospuda-kolor.jpg
Pociąg dla Rospudy odjeżdża w sobotę 18 listopada. Ja wsiadam i jadę, bo mam po co. Zapraszam wszystkich. :)

nie wiem dlaczego, gdy wydarza się wietrzny dzień, jest on równocześnie dziwny. rozbiegane liście, pędzące, wirujące, rude jak lisie ogony, zamiatają ulice i chodniki, tulą się do kory drzew, wzbijają się w przestrzeń i robią fikołki. czarno-biały kot staje na tylnych łapach i patrzy zza szyby okna na głaskaną powietrzem sierść drzewa. ja dostaję papierową białą różę od pana Romana Giertycha z zapewnieniem o czystych intencjach, a chmury koloru marmolady z papayi przemiaszane z tymi jagodowymi przemiarzają kilometry oglądając ziemię pofalowaną tańczącymi koronami drzew. potem gasną światła, a gdy okazuje się że prądu nie ma, ludzie nagle zaczynają zdawać sobie sprawę ze swojego zagubienia w zaadaptowanym dla przerośniętych potrzeb świecie. jedyne, co pozostaje, to wiatr, który już poleciał dalej, i jego szum, kołyszący.

DZIĘKUJĘ uprzejmie i oficjalnie Panu Jachu :D za przecudny image bloga. tchnie ziemnością, przytulnością i przejrzystością. dygam wdzięcznie.


  • RSS