ziemny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2008

Karwia

4 komentarzy

Wylądowałam w Karwii z rodziną. pełnia lata. przed chwilą spadł grad. walił tak, że co starsze samochody mają falowane dachy. plaży trochę mniej niż rok temu (a rok temu było trochę mniej niż jeszcze rok wcześniej). pączki z różą tak samo smaczne i tuczące.

pamiętam, jak kiedyś, dawno temu, krowy przechadzały się po ulicy 12-go marca i ocierały o przystrzyżone po kaszubsku żywopłoty, wzniecając chmurę pachnącego kurzu. wtedy były w Karwii 3 główne ulice układające się w trójkąt, pączkarnia, naleśnikarnia, w której co wieczór puszczano Gipsy Kings, a pies wiernych klientów tańczył dookoła słupa, „Wafelek Kaszubski” z najlepszymi na świecie goframi i lodzikami, bazarek za przystankiem pks i smażalnie świeżuteńkich ryb. można było, o wschodzie Słońca, załapać się na wybrzeżu na jeszcze machającą ogonem rybę – prosto od rybaków.

teraz rybacy zostali zepchnięci na margines przez prawo unijne, zabraniające im połowów dorsza na tych terenach. dawniej o dorsza prowadzono międzynarodowe batalie, czy to jedna z nich? ech.. niegdyś istniejąca Karwia, wraz z tym i paroma innymi zmianami, zanikła, przekształcając się z kaszubskiej rybackiej wioski w sezonowe osiedle turystyczne. napęczniały jej granice, cały teren zmienił swoją funkcję. przetrwały tylko nieliczne fragmenty poszarpanego obrazu: stare Kaszubki siedzące na ławeczce przed domem, w cieniu; „Wafelek Kaszubski”; pączkarnia (której menu powiększyło się o gofry) – wszystko to jak pogubione z czasem puzzle.

mimo, że wiem, że wszystko przemija, to jakoś mi smutno, gdy widzę tłumy ludzi, spychających się nawzajem z wąskich jak dawniej chodników. mimo, że wiem, że zmiana jest nieunikniona, to do niektórych rzeczy przywiązałam się tak mocno swoją sympatią, że czasami jest mi przykro, gdy muszę schodzić z chodnika, bo nie ma już na nim dla mnie miejsca. gwiazdy też pęcznieją, zanim wybuchną i stworzy się czarnia dziura. czy jest sens szukać kolejnej wioski rybackiej? czy jest sens zachowywać to, co stoi na krawędzi zagłady? co drogie sercu..

niniejszym pozdrawiam znad słonecznego morza i piaszczystej plaży..

ps. ten pobyt został uczczony cycatą piaskową Syrenką Warszawską porządnych rozmiarów i podpisem „Warszawa kocha morze!” ;)

długo szukałam specjalnego wałka z owczej wełny do farby, którą zamierzam pomalować swoje nowe, bielańskie ściany. i nareszcie znalazłam! straszliwie drogi, więc ograniczyłam się do 18cm długości, zważając na to, że kolejne 8cm oznaczało 10pln więcej. pokój mały więc da radę, a i 18cm lżejsze niż 25, co ma znaczenie przy trzymaniu w ręce tuż przy suficie.

wczoraj odpakowałam wałek z plastikowej folii ochronnej, z zamierzeniem wykąpania go w ciepłej wodzie z mydłem, wg profesjonalnych wskazań szpecjalistów. lekko rozerwałam folię… i moim dłoniom ukazał się przemiły, włochaty i mięciutki obiekt!

otóż chcę powiedzieć, że odkryłam, iż wałek malarski z wełny owczej jest świetnym narzędziem masażu :D i postanowiłam ogłosić to światu za pośrednictwem tego bloga, bo uważam, że tak miłe przeżycie jest warte rozpowszechnienia!

dziś mój wałek zostanie profesjonalnie przygotowany do malowania. myślę sobie – te ściany to mają dobrze…… ;)


  • RSS