ziemny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2006

odcienie omszałych drzew w jesiennym wilgotnym powietrzu, podświetlane przez poranne Słońce

„zwilż koniuszki palców” napisane na murze sklepu osiedlowego w Aninie

zatrzymanie się w środku pachnącego butwiejącymi liśćmi lasu, by posłuchać ptaków

uśmiechnięci dziadkowie idący za rękę

muszka owocówka tańcująca wokół doniczki z kwiatem

dżem z bananów otrzymany nieoczekiwanie od ukochanego

impuls, tuż po otwarciu oczu po nocy, by wyjść na rower

wysokie chmury za oknem

..jest wtedy bardziej Bondowy, Jamesowy Bondowy. i wiadomo, że wstrząsa, a nie miesza. coś im się z tą rozwianą muszką pomieszało znaczy. bojkotuję!

mama moja kupiła sobie jakiś czas temu płaszcz w ciucholandzie. ciepły, podszywany wełną. beżowy, długi, zapinany na 2 rzędy guzików. oglądając go w zachwycie w domu, zauważyła 2 plamy na materiale, toteż zdecydowała się oddać płaszcz do profesjonalnej pralni, by mieć gwarancję, że się spiorą.
udała się z rana do pralni w naszym Międzylesiu, wskazując z uczuleniem na plamy jako główny problem do zlikwidowania. pani za ladą przytaknęła.
mama moja zgłosiła się po płaszcz we wskazanym dniu. zapłaciwszy, chwyciła płaszcz i podwinęła pachnącą chemią folijkę, odkrywając dwie niesprane plamy. jak były – tak zostały! zaraz zarządziła reklamację usługi.

nastał dzień powtórnego odbioru płaszcza. chcąc pozbyć się plam na beżowym materiale, nie przypuszczała, że pralnia wzięła sobie jej życzenie mocno do serca i.. wycięła jedną plamę, po której pozostała pusta dziura, drugą zaś plamę w popłochu pozoztawiwszy na swoim starym miejscu!

po tym niecodziennym odkryciu, nastąpiła taka oto rozmowa z panią za ladą:
bo wie pani, oni takich mocnych proszków tam używają. jakby użyli mocniejszych, to by może kolor zmieniło i się wybieliło..
proszę pani, jedyne co ja tu widzę, to plamę i dziurę.

bez komentarza ;D

TUTAJ przeczytasz o akcji proekologicznej „Pociąg dla Rospudy”. Dolinie Rospudy – jednej z najcenniejszych pereł przyrody naszego kraju, chronionej w ramach unijnego systemu Natura 2000, grozi zagłada.
8cpo39rospuda-kolor.jpg
Pociąg dla Rospudy odjeżdża w sobotę 18 listopada. Ja wsiadam i jadę, bo mam po co. Zapraszam wszystkich. :)

nie wiem dlaczego, gdy wydarza się wietrzny dzień, jest on równocześnie dziwny. rozbiegane liście, pędzące, wirujące, rude jak lisie ogony, zamiatają ulice i chodniki, tulą się do kory drzew, wzbijają się w przestrzeń i robią fikołki. czarno-biały kot staje na tylnych łapach i patrzy zza szyby okna na głaskaną powietrzem sierść drzewa. ja dostaję papierową białą różę od pana Romana Giertycha z zapewnieniem o czystych intencjach, a chmury koloru marmolady z papayi przemiaszane z tymi jagodowymi przemiarzają kilometry oglądając ziemię pofalowaną tańczącymi koronami drzew. potem gasną światła, a gdy okazuje się że prądu nie ma, ludzie nagle zaczynają zdawać sobie sprawę ze swojego zagubienia w zaadaptowanym dla przerośniętych potrzeb świecie. jedyne, co pozostaje, to wiatr, który już poleciał dalej, i jego szum, kołyszący.

DZIĘKUJĘ uprzejmie i oficjalnie Panu Jachu :D za przecudny image bloga. tchnie ziemnością, przytulnością i przejrzystością. dygam wdzięcznie.

wchodząc w pusty głąb bazaru różyckiego na starej pradze warszawskiej, przyuważone zostały przez me ciekawskie i badzwcze oko 3 stragany z kolorowymi, powiewającymi na zimnym wietrze, ubraniami. porwane namiętnością rodem z piekła do tych złóż ciuchów, nogi moje podążyły w ich stronę. wpierw zakupione zostały za 3 złote polskie 3 ujmujące wdziękiem spódnice. potem, ręce me poczęły szperać bardziej na prawo – jednak tam nic nie znalazły. ponaglone podnieceniem, zwróciły się ku przeciwległej stronie uliczki, przecinając drogę chłodniemu powiewowi jesieni, gnającemu między straganami. dłonie, roztańczone, spotkały się z miękką fakturą materiału. trzeci stragan podległ eksploracji, po chwili głos zakomunikował miłej sprzedawczyni: wezmę tę. czy ma Pani rozmienić? na końcu wyciągniętych palców znalazł się banknot, któremu jeszcze chwilę przyjdzie poczekać na ogrzanie się w cieple innych dłoni. ciało me wykonało slalom między wieszakami, przeszło z powrotem do straganu drugiego i głos zwrócił się z uśmiechem ku kolejnej starszej, siwej pani. czy ma Pani rozmienić? pani pomarudziła mimicznie i posypało się ile trzeba zimnych krągłych monet w moją lewą, otwartą dłoń. z subtelnym dygiem, nogi wykonały parę kroków w stronę uprzednio opuszczoną. w czasie ubijania transakcji, taka oto rozmowa miała miejsce
widzi Pani nie rozmieniają, nie chcą
czemu?
a siedzi tak i patrzy
tak się siedzi na przeciw codziennie i patrzy
zakupioną bluzkę ręce zręcznie zwinęły i wpakowały do ciemnego wnętrza plecaka. podziękowały sobie głosy nawzajem. zimny wiatr owiał policzki, rumor targowej co raz intensywniej domagał się usłyszenia. na otwartej przestrzeni ulicy promienie słońca dosięgły ciepło mojej twarzy.


  • RSS