ziemny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2006

po lewej leży rozłożona na ubraniach mapa geograficzno-administracyjna indii. podglądam indie z góry w internecie. mapa googlowa nie jest opisana administracyjnie, więc na czuja lokalizuję Jaisalmer, Mumbai, Bodhgayę, rozlewiska Kerali i spoglądam z góry na zarysy geologiczne i urbanistyczne. czasami można popatrzeć nawet na kształty starożytnych murów pałacy i miast, a innym razem dokładność sięga kolorystyki terenu – widocznej w postaci plam.
odlot już w poniedziałek. następnym razem napiszę tu już stamtąd. :)
ha i pierwszy raz będę latała nie tylko we śnie ale i na jawie! ;)

chyba właśnie znalazłam w GoogleMaps dworzec kolejowy w Delhi :)
wszystkie leki w sumie już zgromadzone, szczepienia za mną, została tylko beherovka do kupienia i sandały. jutro generalna próba pakowania plecaka. udało misię zostać członkiem hospitality club. temperatury w polsce są tego lata porównywalne z tymi w indiach, więc jakoś nie przeraża fakt tropików przez 2 miesiące.. aż dziwne. :) to nietypowe jak na mnie – zwykle marzyłam o wycieczce w norweskie fiordy (co z resztą mi nie przeszło). cóż nie ma co się do siebie samej przyzwyczajać :)

to już za tydzień. zaskakujące

parę lat temu byłam w dowspudzie na festiwalu muzyki celtyckiej. tereny na maxa śliczne, stare lasy, niedaleko rzeka.
mam nadzieję, że zobaczymy jeszcze to piękno jeszcze za dużo dużo lat.

Ogień w Ziemi Świętej
21.07.06 SOS dla chrześcijan z Galilei W wyniku pożogi i rozrastającego się konfliktu między Libanem a Izraelem, palestyński arcybiskup Galilei, Eliasz Chacour wysłał rozpaczliwe wołanie do Pomocy Kościołowi w Potrzebie: „Cały region Galilei jest praktycznie sparaliżowany. Nie ma pracy, ruchu na ulicach, ludzie pozostają w domach w przerażeniu oczekując na ratunek, modląc się, aby następna rakieta nie uderzyła w ich mieszkanie. Wioski i miasta stały się pułapkami dla ich mieszkańców: Jish, Buqaia, Fasuta, Tharsheeha, Miilya, ale także Hajfa czy Shefa’amr. W tych miejscach ludzie zostali najbardziej doświadczeni wojną, wielu zginęło, wielu jest rannych i czeka na pomoc.” Arcybiskup tak tłumaczy fatalną sytuację chrześcijan: „Wielu z naszych żydowskich braci i sióstr ma możliwość schronienia się przed bombami. Arabowie takiej możliwości nie mają. Żydzi uciekają masowo do Tel Avivu, ale Arabowie nie mają tam wstępu”. Ludzie potrzebują wsparcia duchowego i materialnego. Konflikt się nasila, sytuacja polityczna komplikuje, a bezbronni chrześcijanie odrzuceni z jednej strony przez Żydów, ale także swoich rodaków Arabów muzułmanów ponoszą największe konsekwencje wojny. Arcybiskup prosi o pomoc dla 30 rodzin. „Nie chciałem nigdy dopuszczać do siebie myśli, że taki dzień może kiedyś nadejść. Jednak nadszedł. Zwracam się do wszystkich współwyznawców w Jezusa Pana, chrześcijan, którym nasz los nie jest obcy. Pomóżcie Kościołowi w Galilei!”. Nasza organizacja odpowiedziała na ten apel natychmiast. Przekazaliśmy 15.000 euro na niezbędną pomoc. Czy ktoś z Państwa pragnie do nas dołączyć? WPŁATY z dopiskiem: „Pomoc dla Chrześcijan w Ziemi Świętej” proszę przesyłać na konto POMOC KOŚCIOŁOWI W POTRZEBIE Nr rachunku : 31105010251000002286747759
Pomoc Kościołowi w Potrzebie

..czyli spełnienie w kuchni!
dzisiaj bakłażany, w plasterkach, część na słodko z wiórkami kokosowymi i cynamonem, część na ostro-ziołowo z lubczykiem, suszonymi nasionami dyni, garam masalą i pieprzem. wczoraj kawałeczki kurczaka z posiekanymi suszonymi morelami i curry, kasza jęczmienna z kurkumą i masą innych przypraw, sałatka z pomidorów i kiszonych ogórków babci z mielonymi goździkami i gałką muszkatałową.. to jest jak bajka dla mojego układu trawiennego :) a że człowiek przypomina naczynia połączone, to i cała czuję się jak na ścieżce żołądka.

wklejam mapkę z trasą.

trasa_indie_2006.gif

startując z Delhi, przez pustynny stan Radżastan, docieramy do Bombaju, skąd mkniemy na plaże Goa pełne hippisów i palm. dalej świątynie w Hampi i Mysore, osadnicy tybetańscy wśród górzystych terenów Ghatów Zachodnich, po czym pociąg do Kollam, by wsiąść w łódkę z jakimś hindusem i płynąć parę dni, płynąć, płynąć.. rozlewiskami pięknej zielonej Kerali. po wizycie w aśramie na wyspie, kończymy posuwisty rejs po wodzie w Cochi, żydowskim mieście. dalej uganianie się za 40 tygrysami w parku narodowym przez 3 dni przy Kumily, w tym czasie walka z komarami, następnie pociąg do Madurai, odpoczynek wśród starożytnych świątyń, Trichy i Trivunamalai i na północ – nocleg w Bubaneshwarze. tu Ja robię hop i przejeżdżam do Bodhgayi, gdzie siedzę 10 dni i oddycham, a mój Szanowny i Kochany Współuczestnik Podróży robi najazd na pobliskie zaznaczone miejsca, w tym Kalkutę, w której żyje 11,5 miliona ludzi. spotykamy się w Bodhgayi (kto wie może ja też, tak jak Budda, doznam tam oświecenia ;), skąd razem jedziemy do Varanasi. oglądamy tam wschód słońca na Gangesie i wracamy do Delhi. tu robimy końcowe zakupy dla naszych bliskich i fru z powrotem. 3 października lądujemy już w jesiennej Warszawie.

niedługo ten blog zamieni się w pamiętnik z podróży do indii. był już miejscem sprawozdania z rejsu, niezmiennie jest pamiętnikiem z podróży przez życie.

do wylotu już nie tak długo, z czego zdałam sobie sprawę dzisiaj w rozmowie, mówiąc że pewnie zdążę się spotkać bo jeszcze jakieś 2,5 tygodnia przecież będę w międzylesiu.. 2,5 tygodnia a konkretnie odliczanie brzmi: 21 dni, czyli 3 tygodnie :).
21 dni polskich upałów a później upały indyjskie. co dziwne, przystosowałam się do nich jak nigdy dotąd! czyżby podświadomość stwierdziła, że jeśli nie będę znosić tej temperatury, to tamta może mnie wykończyć konkretniej? whatever, it’s ok.

ciekawa perspektywa, napisać to a jakiś czas potem czytać to już z innymi doświadczeniami. teoretycznie mogę sobie pogdybać ale życie samo w sobie z całą swoją żywiołowością i zmysłowością przyjdzie i tak jak teraz mam słowa by opisać moje wyobrażenia i to co przeczytałam, później słów zapewne nie starczy.

zapowiedź: jeśli uda misię zakupić jakiś w miarę porządny aparat foto, to zaproszę z wielką przyjemnością na spotkanie pełne zdjęć i opowieści. :)

.

Brak komentarzy

i znowu nie wiem

dziś na dworcu gdynia główna osobowa w witrynie kiosku zobaczyłam ‚zwierciadło’ i na okładce tytuł artykułu „podróże leczą”.

teraz podróżując, poznaję ciągle nowe i ciągle na nowo. przeróżne światy, kolory, smaki.. wszystkie właśnie takie i właśnie w takiej chwili, niepowtarzalne jedynieistniejące i właśnie tak! podróże wietrzą przyduszoną atmosferę zastygniętego umysłu (a wcale nie wydawał się tak zastygnięty zanim się poruszył przy spotkaniu), zakisłe wymiatają wiatrem z pola przez uchylone okna pociągu (btw nie polecam nowych wagonów IC bo klimatyzacja rozbala nawet zdrowe zatoki). podróż budzi ze starego dobrego własnego snu, jest wynurzenie ze swoistego minitransu i zadziwienie że są inne światy, że się je doświadcza i że tak różnie może być. świat naprawdę ma wszystkie istniejące kolory i te których nie znamy, i te które nie istnieją, i te, które powstaną. wszystko zamyka się w chwili obecnej a i nie ma co się zamykać, bo wszystko jest teraz. zachwyt jest teraz. umysł otwiera się na świat, który nie jest ani otwarty, ani zamknięty. i zachwyt, że przecież mój umysł też jest z tego świata. w tym spokojnym zachwycie jest rozpłynęcie, granica nazwanego, chmury o wschodzie słońca

wiadomość dnia jaką dziś przyswoiłam od ciekawie rozgadanego pana krzysztofa z łodzi: to nie freon i lodówki oraz spaliny przeważnie zwiększają ostatnimi czasy dziurę ozonową lecz metan z pierdów krów – szczególnie nad pastwiskami w stanie texas w usa, do czego porządnie przczynia się mcdonald’s. jeśli to prawda, to zdrowa dieta z ograniczeniem spożycia białka oraz mięsa uratuje na chwilę dłużej warstwę ozonu tam w górze. ale ja nie wiem czy to prawda, ktoś wie?

w krakovie – lasagne oraz pędzony likier. na rano kupiłam sobie wodę ‚zuber’, eksperyment to ryzykowny aczkolwiek potencjalnie sprzyjający wnętrznościom.. ;) no, zobaczymy

zwrot w fabule i zostaję jeszcze chwilę w krakovie, do wtorku a potem jeszcze na południe ..i śpiew !


  • RSS