ziemny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2006

szu szu szu
na saneczkach
w dół w dół w dół!
* * * * * * * * * * * * * * * * * *

„Będę dbał o Ciebie i będę Cie kochał, a w nocy będziesz mógł spać na mojej poduszce. A kiedy urośniesz i polubisz mnie, będziemy razem pływali w morzu.”

chwila samotności
tylko zimowy wiatr
dotyka twarzy

prawdziwa polska zima, która w moim umyśle pełnym asocjacji przywiodła wczoraj w nocy obrazy zamarźniętej ziemi pod stopami Buki. z pewnością Buka nadchodzi :) zimno jest jak z bicza trzasnął, a trzasnął aż tak że futryny okna dają znać o temperaturze. dziwnie byłoby poczuć się na miejscu okna dzisiejszego ranka – po całej nocy pod muśnięciami płaszcza Buki z jednej strony, a od wewnątrz domu ogrzewane ciepłym miękkim powietrzem.

a gdy tak sobie siedzę, a nade mną szyba okienna doznaje obustronnego szoku termicznego, z lewej strony dochodzą mnie dźwięki najwcześniej zarejestrowanych pieśni wielkopolan, z xix wieku nawet. siedzę sobie, klapciam w te klawisze, a tam naprawdę piękna muzyka!: stare polskie dudy zakończone kozią głową, tradycyjny dźwięk z wielkopolskich wsi, głosy kobiet i mężczyzn którzy już odeszli, którzy przekazali kolejnym pokoleniom ich codzienne pieśni, które splatały im dnie i noce, święta i czas pracy, narodziny i pogrzeby.

ciekawe jakie pieśni, oprócz tych świątecznych, śpiewano zimą – tak na ogrzanie. pośpiewałabym sobie takie.

burczy głodny brzuch
jedzenie z lodówki
domaga się wchłonięcia

lost in rhythm

budyń ugotowany szybko nie ma takiej samej pysznej konsystencji i smaku jak budyń ugotowany powoli i z troską

to samo tyczy się podejścia do jakiejkolwiek innej czynności oraz ludzi

zdaję sobie sprawę, że życie nie zawsze idzie tym samym rytmem, jakiego my potrzebujemy, jednak życie to my również, my tworzymy życie. gdzie jest ta nieuchwytna i ruchliwa jak tańczący zmienny cień granica między tym jak świat kształtuje nas, a jak my kształtujemy świat. jak i czy możemy brać życie w swoje ręce, gdy rytm zaczyna nami władać i wstrząsać zbyt szybko, lub rozmazywać nas prawie w czasoprzestrzeni, gdy idzie zbyt powoli w stosunku do naszych potrzeb.
jak przechytrzyć nasze ograniczenia i przyzwyczajenia, jak to zrobić by skoczyć i dosięgnąć ogon komety, który jak maźnięcie wilgotnym pędzlem zostawia zanikający przechodzący ślad; jak lawirujący cień pomiędzy tworzeniem a byciem tworzonym, pomiędzy yin i yang. jak stanąć na terenie rozmytej granicy.
w chwilach gdy chce się gotować budyń powoli, gdy się potrzebuje go zasmakować, poczuć że się żyje czując jego smak. jak zmienić i co, co takiego zrobić, jak musnąć ogon komety, gdy budyń się przypala, żeby przekonać siebie samą że mogę zmniejszyć gaz i zamieszać powoli łyżką, żeby poczuć aromat.

od takiej pomyłki zacząć nowy rok – co to za zwiastowanie? :))
wrażenia z sylwestrowej nocy całkiem całkiem, kiedy to niebo nad wrocławskim rynkiem okraszone zostało suto sztucznymi ogniami, rozkwitającymi w przenajróżniejszych układach nad naszymi głowami kolorowo i hucznie.
potem nastąpiło picie piwa spiskiego oraz głaskanie krasnoludka wrocławskiego (czy za mało go głaskałam? parę psikusów zdążył mi już spłatać – zawieruszał potrzebne przedmioty, a mógłby wzamian samochód popchać jak się ślizgaliśmy na lodzie..)
z życzeń noworocznych: wysyłam w kosmos ciepłą myśl ku Wszystkim (każdemu z osobna ciepła myśl, tak tak), świeżości widzenia a nie tylko kalendarza oraz ulepionego bałwana. sobie życzę wyleczonego już gardła, ażebym mogła śpiewać ile dusza moja zapragnie, a spragniona jest tego już od paru zimowych tygodni.
wszystkim, którzy tu zaglądnęli, przesyłam śnieżynkę na szczęście: niech się roztopi na Twojej ciepłej dłoni. życzę kontemplacyjnej obserwacji :)


  • RSS