ziemny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

..zmarła w swoim akwarium moja Rybka. blaskiem swojego turkusowego ogona rozświetlała mrok nocy a w dzień dodawała wszystkim chętnym otuchy i żywej radości. niech na zawsze zostanie zapamiętana jako miłe kontaktowe zwierzę, które często skore było do zabawy (napuszała się i ganiała po całym akwarium), spokojnego domatora (rzadko opuszczała swój dom ;) a także wyjątkowego smakosza larw czerwonych komarów.
do zobaczenia, Rybko :)

refleksja :

siedzę na jachcie, pode mną parędziesiąt metrów zimnej słonej wody a nade mną nawet nie wiem ile kilometrów mas powietrza, wokół pusto. patrzę za burtę, na falujące morze, każda kropla wody porusza się dokładnie tam gdzie pchają ją siły, każda kropelka ma wpływ na każdą inną. wiatr zagłusza ciszę. wszystko się porusza.
wracam na ląd – skorupa pode mną przemieszcza się w niezauważalnym powolnym tempie, drzewa unieruchomione u podstawy, poruszane wiatrem wśród zielonych koron. na lądzie zastaje mnie jesień. pod stopami znajduję żółty listek brzozy. i wyzwanie, bo potrzebuję ruchu i działania, czegoś w jakimś kierunku.
libido przecież jest po to by go używać ;).

fakty :

odwiedziłam od strony morza Łotwę i Estonię.
małe Łotewskie miejscowości nadmorskie, do których dopłynęliśmy na początku, świecą pustkami (był to jeszcze koniec sierpnia). wrażenie jakie odniosłam dobrze odzwierciedla scena: spotkany na rynku w PUSTYM centrum Ventspils śpiący szary kot. podobnymi pustkami świeci Estonia. w miastach spora część budynków jest opustoszała lub do wynajęcia, skala zjawiska jest zauważalna. i kolejny fakt (refleksyjny :): kiedyś polskie statki przypływały do Ventspils by rozładowywać tu swój towar, obecnie do nabrzeża portu towarowego przybija polska flota by czekać na załadunek łotewskiego węgla. dobre wrażenie robi architektura i zagospodarowanie terenu tych miasteczek, ulice zamiast trawnikami, ozdobione są kamieniami. przestrzenne tereny zielone rozdzielają drewniane pomalowane kolorowo domki, każdy ma u siebie czysto i miło. dawne czasy komunistyczne odbiły się na tych terenach, jednak blakną niesamowicie szybko. w porównaniu do Polski, Łotwa i Estonia po prostu się budują na nowo. widać dobra polityka. i przeciętny ‚każdy’ o siebie dba. dodam że nie jest to bynajmniej w 100% schludna skandynawia – czego dowodem jest istnienie swojskich spitych lumpów halsujących po czystych chodnikach.
w Estonii główną atrakcją z jaką miałam styczność była woda w łazience – mogła by śmiało konkurować ze zdrojowym ‚Zuberem’.. woda z pryszniców na wyspie Saareema barwi kafelki na pomarańczowo, a moje włosy pierwszy raz po myciu okazały się niesamowicie mocne i grube :). na wypadek gdyby mineralizowane lecznicze wody polskie były na wykończeniu, wystarczy zacząć kupować kranówę z Saareemy. :) Estonia nieodparcie robi na mnie wrażenie kraju skandynawskiego. być może jest to efekt bliskości Finlandii (faktem jest że w estońskich portach Fin to standard; w Tallinnie około 85% łódek jest fińskich).
jeśli chodzi o wrażenia słuchowe, to spodobał misię niesamowicie dźwięk łotewskiego. estoński przypomina raczej mieszaninę szwedzkiego i niemieckiego, co mnie osobiście przyprawia o zatkanie uszu. uroda ludzi z tych 2 krajów różni się od naszej pod względem rozciągłości w pionie: nie ma ludzi otyłych, są głównie ludzie smukli. kobiety głównie blond. poczułam się tam z moimi kobiecymi biodrami jak (ba)beczka.. ale tylko na początku. paranoi udało misię nie dostać ;) i całe szczęście! bo całkiem fajna ze mnie kobieta. :D
co dalej: z zasady dodam, że drogi w Estonii, Łotwie i na Litwie są po prostu porządne. dochodzę powoli do wniosku po tylu wojażach po nadbałtyckich krajach, że Polska jest naprawdę wyjątkowa.. ;)
obkupiłam się alkoholami i zaowocowało to nowymi doświadczeniami: serdecznie polecam Likier z Tallinna! wódka z Rygi „LB” jest łagodna i pyszna do drinków. Balsam Ryski okazał się przeziołowy (prawdziwie lekarski trunek) – może z dodatkiem innej substancji będzie bardziej zjadliwy (ale butelkę z niego 0,75l napewno wykorzystam na podstawkę do lampki!). sama Ryga mnie zaskoczyła: witając zimną wodą w portowych prysznicach! duża starówka, liczne przewodniki po niej, wszystko wokół niej. poszłam na spacer, wychodzę za granicę starych budynków a tam centrum handlowe, stare zaadaptowane ogromne piękne hale na Targ Centralny a za nimi.. rosyjski pałac! taki jak u nas (PKiN) tylko mniejszy i bardziej brązowy. i ani mru-mru o nim w przewodnikach! :D byłam niespecyficznie szczęśliwa, a z Rygi wyjeżażałam z niewyraźnym wnioskiem o komunistycznej „cywilizacji” zostawiającej po sobie na wzór obcych jakieś dziwne ślady..

powrót był długi i męczący, 18h jazdy. na lądzie zupełnie inny świat, chociaż w każdym miejscu w którym byłam każde miasto/miasteczko/wioska jest podobne. podjęłam zatem postanowienie o wybraniu się w regiony jeszcze niepoznane, berdziej odmienne kulturowo. pomódlmy się zatem o sfinansowanie owego postanowienia :).

a wy gdzie byliście w tym czasie?


  • RSS