czego się nie przeżyło w tych Bieszczadach..
i nawet Ukrainę widziałam. i pod wileńską Ostrą Bramą przeszłam. i Tabóg pobłogosławiła noce i dnie bieszczadzkie, tak, że się przeżyło w dzikości krzaków i nie tylko. a grom z jasnego nieba nie trzasnął. w tym całym zaawirowaniu zdążyło się jeszcze wychłeptać piwo pszeniczne we wrocławskim Spiżu.

pozdrawiam
i zapraszam na planowanie wspólnych wrześniowych wypadów